Spać!! - Wydał z siebie ziewający czerwony jaszczór, który właśnie podniósł wzrok na wysokość zegarka.
- 7:15... Mam jeszcze czas... - powiedział jaszczur opadając z powrotem na łóżko.
//Dziesięc minut później//
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!! SPÓŹNIĘ SIĘ!!!!!! - Krzyknął Guilmon zlatując z łóżka na podłogę - Ał! - z lekka zawył czerwony, kiedy rozległ się słuchy odgłos zderzenia czerwonej masy z podłogą - Uf - westnął - Kokardzie nic się nie stało.....
Czerwony podniósł się z podłogi uważając na ogon. Poszedł do kuchni wrzucił w paszczę trzy kilogramy bułeczek i zalał dwoma litrami coli.
- Jami^_^ - Powiedział klepiąc się po brzuszku i blizując paszczękę.
Odłożył worek na kartofle, w którym jeszcze przed chwilą były bułeczki, oraz kocioł, który właśnie pozbawił zawartości :). Wybiegł z domu zamykając drzwi i pobiegł do szkoły tą samą drogą co wczoraj. "Może ją dzisiaj spotkam?" - myślał Guil przewracając się o gruzy po wczorajszym "wypadku". Zrobił ładnego fikołka i pobieł dalej nawet nie zauważywszy co się stało. Z tego wszystkiego prawie wbiegł do szkoły zapominając zmienić się w człowieka. Na szczęscie w ostatniej chwili przypomniał sobie o tym jakże drobnym szczególe. Zmienił postać na ludzką.
- Łeeeee!!! Kokardka zniknęła :(( - zmarszczył się młodzienieć - Ale przynajmniej ubranko jest, już się bałem, że nie pamiętam jak poprawnie zmieniać postać z Digimona na człowieka... - Zadowolenemu Guilmonowi przeszło przez myśl. Wszedł do budynku kożystając z głównego wejścia.
Wszedł na duży pusty korytarz oświetlony tylko u góry lampionami gdzyż nie miał on ani jednego okna. Światło wpadało przez oszkolone ściany sal. Każdy kto stał na korytarzu widział wszystko co się działo w salach lekcyjnych.
- Gdzie jest sala od biologi? - zastanawiał się głośno Guil idąc korytarzem. Trochę bardziej w głębi natknął się na woźnego, z którym grzecznie zagadał.
- Dzień dobry. Czy może mi pan wskazać salę biologiczną?
- Tak, mogę, to ta - powiedział oddalający się woźny pokazując na następne drzwi.
Guilmon, zwany Marcinem zapukał w drzwi i wszedł do klasy...
- Dzień dobry... - Powiedział nieśmiało młodzieniec wchodząc do sali.
- Siadaj! - "Powiedziała lekko(!!!) zdenerwowana" nauczycielka ukazując mu wolne miejsce obok <--opis Reni ludzkiej-->
Nie czekając na reakcje głupkowato (nie)uśmiechającego się chłopaka, który nie wiedział zbytnio co robić, zaczęła prowadzić dalej przerwaną lekcję organizacyjną.
- Witajcie, mam na imię Katarzyna i nie znoszę jak ktoś się spóźnia na moje lekcje <--tutaj spojżała na siadającego Marcina którego obleciał niewiadomego pochodzenia ogromny strach przed tą wyglądającą na delikatną osóbką--> Jak już mówiłam - kontunuowała - <--opis Arhi--> - nie lubię spuźniania i nie radzę się spuźniać dla włąsnego bezpieczeństwia. Jak sie zapewne już domyślacie, a mam taką nadzieję, uczę biologi, ale nie tylko ludzkiej. Zostaliście tu skierowani ze względu na waszą "inność" i wiedzę. Niektórzy z was poznali już digimona, lub digimony i dowiedli, iż nadają się do tej szkoły - zrobiła chwilę przerwy dla odetchnięcia i przyjżała się minom osów w klasie - Nie dośc, że jestem waszą nauczycielką to jeszcze i wychowawczynią - "Zabiję go za to!" - powiedziała całkiem cicho i do siebie - a co za tym idzie jestem także waszą opiekunką. I to do mnie macie zgłaszać problemy, jak coś zgubicie, zapomnicie. Porozmawiać ze mną też możecie, ale nie mam zazwyczaj na to czasu,więc starajcie się być bezproblemową klasą.
- A teraz zaczynamy lekcje - powiedziała głośniej - Naciśnijcie łapami.. ekhymn - lekko zakaszlała, aby ukryć bład - ręką na stoliku i poczekajcie na identyfikację oraz na "długopisy". Stoliko-zeszyty obsługuje się intuicyjnie, wystarczy coś narysować, a zostanie to zapisane. Naciskają dalej, zmieniacie strone, i tak dalej, i tak dalej... Jedyne o czym należy pamiętać, to zabieranie swoich kart zeszytowych do domów i odrabianie lekcji.
Wszyscy, acz nie chętnie wyjęli karty zeszytowe i czekali na dalsze wyjaśnienia.
- Karty te traktujemy jak zeszyty lub notatniki. Macie na nie uważać... - Kasia chciała coś powiedzieć, ale do sali wszedł dyrekto ubrany w czarny płaszcz z granatowymi dodatkami.
- Wstać! - krzyknęła nauczycielka - Dyrektor przyszedł - dokończyła tonen, w którym dało się słyszeć ironię i rozbawienie.
- Spokojnie Kochanie, potrafię sobie poradzić - powiedział pewnym siebie tonem.
- Ekhymn :) - z \'lekkim\' uśmieszkiem, ironią, sarkazmem i czym kolwiek jeszcze się dało odpowiedziała Kasia.
- Czego chciałes Lukan? Nie wiedzisz, że prowadzę lekcję? - z irytacją i wyczuwalną złością w głosie zapytała nauczycielka.
Z twarzy dyrektora wycztać można było strach przed tą oto młodą osócką, ale jednocześnie podziw dla niej.
- Właśnie chciałem Ciebie zobaczyć - Zaczął niepewnie - A przy okazji powiedzieć, iż masz iść dzisiaj ze swoją klasą na test. Wczoraj pojawiły się dwa nowe digimon, więc macie szansę zobaczyć jak zbieramy o nich informacje.
- A nie mogłeś tego powiedzieć na przerwie?? - z wyrzutem zapytała kasia zdenerwowana stratą czasu lekcyjnego.
- Mogłem, ale jak zapewne wiesz mam dziś rozmowę o ochronie digimonów i naszej szkołu. Chyba pamiętasz, że zerwali umowę? - z irytacją i wyczuwalnym smutkiem w głosie zadał pytanie dyrektor.
- Tak - powiedziała ze smutkiem i nieudawaną troską Kasia, po czym wyszła na przerwę.
Dyrektor nawet nie próbował jej gonić. Skierował się w strnę swojego gabinetu na końcu oszklonego korytaża i milcząc szedł do niego.
Zdziwieni uczniowie zaczęli rozmawiać ze sobą o tym, co właśnie usłyszeli. Zrobił się ogólny szum w klasie. Każdy rozmawiał z każdym, choć niektórzy tylko się przyglądali, słuchali, lub jak Guilmon myśleli.
Rozmyślania Guila były skupione na wczorajszym spotkaniu. Chciał jeszcze raz spotkać żółtego futerkowca. Zastanawiał się nad słowami wychowawczyni i dyrektora... Nie wiedział czmeu, ale poczół, że coś było źle. "Może moja \'sąsiadka\' z ławiki, wie co się tu dzieje?". "Może do niej zagadnąć?" "Wygląda na zamyśloną, może nawet smutną, choć nieśmiała jest. Ciekawie, które z nas bardziej?". Guil próbował zacząć rozmowę swoim - "Cześć", na co otrzymał odpowiedź - "Eeee... Witaj" - od speszonej dziewczyny o jasno brązowych oczach przechodzących do błekitu z odrobiną żółci. Zaczęła się rozmowa, która od tematów szkolnych przeszła na tematy bardziej prywatne.
Rozmawiali o tym, co przed chwilą zobaczyli i usłyszeli, o dwóch nowych digimonach. Rozmawiali o sobie i o innych. Z rozmowy wynikało, iż oboje są nowi, mieszkają niedaleko szkoły, choś Ewa nie chciała powiedzieć gdzie mieszka, tłumacząc to swoim ojcem, który wprost nie znosi, kiedy ktoś adoruje jego córkę.
Konwersowali tak, kiedy do sali weszła kasi, aby przekazać klasie kilka informacji.
- Ja wiem, że jesteście nowi, ale moglibyście nie podrywać się, jak chcę coś powiedzieć... - Powiedziała nauczycielka kierując swoją wypowiedź do Marcina i Ewy.
Wszystkie rozmowy uczuchł, a rozmawiająca para oblała się porządnym rumieńcem, co nie przeszkodziło im jednak w spokojnym zakończeniu rozmowy...
- Chciałam wam powiedzieć, że jutro nie m lekcji <--szum w sali, Ewa i Guil wykorzystują go, aby porozmawiać, o czym z goła innym^_^--> - Nie oznacza to jednak, że możecie się na jutro umawiać - wymownie spojżała na nadal zaczerwienioną (a teraz nawet bardziej) parę - oznacza to, iż jutro zamiast lekcji macie wycieczkę po szkole. Będziecie pisali testy kompetencji, oraz zobaczycie jak pracuje nasza szkoła. A jak się wyrobimy czasowo, to zobaczycie Azulongmona, maskotkę naszej szkoły, ale i jej obrońcę. - Po skończeniu wypowiedzi Kasia wyszła, a w klasie zapanował harmider. Wszyscy rozmawiali o jutrzejszym dniu. Pytano się co to za testy będzie jutro. Chopaki umawiali się na mecz siatkówki przeciwko dziewczynom. Ewa i Marcin natomiast rozmawiali o sobie. Nie tylko ta jedna para rozmawiała ze sobą, ale tylko tej nie udało się ukryć zainteresowania sobą, choć dzięki szumowi panującemu w sali, nikt nie usłyszał rozmowy.
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy kożystając z nieobecności nauczycielki wybiegli na korytaż i wrzeszcząc wyszli z budynku szkoły, choć klika osób wychodziło powoli. MArcin odprowadził Ewę do wyjścia, otworzył jej drzwi, ale nie wyszedł wraz z nią, a odczekał kilka chwil i nie odzywając się do niej poszedł w przeciwnym kierunku ukradkiem spoglądając, do którego samochodu wsiada.
- Jestem rozbity - z cicha zakwilił Marcin - Podoba mi się Renią, ale Ewa jest taka miła. Już sam nie wiem. Wydają się podobne, ale ... - Wyszedł z za rogu i zkierował się do domu od czasu do czasu zerkając w stronę odjeżdżającej Ewy - "... Prawdopodobieństwo, iż Renia, oraz Ewa to jedna i ta sama istotka jest tak znikome jak moje szczęście" - posępne myśli przewinęły się przez umysł Marcina, który znowu zaczął przeżywać w myslach wczorajszy dzień, przeplatając tamte wydażenia z możliwymi wydarzeniami jutrzejszego dnia.
Pogrążony w wizjach szedł do domu. W stanie totalnej apati otworzył drzwi, nie słysząc nawet sąsiadki, która robiła mu awanturę o hałasy, ryki i inne odgłosy dobywające się z jego domu. Zamknął drzwi, a raczej trzasnął nimi i rzucił się na łóżko. Dorwał klawiaturę i zaczął rozmawiać z kilkoma internautami na temat dzisiejszego dnia...
<--// Dłuższa chwila później //-->
"Jutro jej powiem o tym kanale" pomyślał dinuś i zasnął snem zmęczonego długim i wyczerpującym myśleniem lizarda...
';
echo str_replace(chr(13),'
',$t);
?>