Rozdział 1

:

Digimony są w sród nas, tudziesz pierwsze spotkanie...

- Aaaaaaaaaaaaaa!!! ! - Wydała z siebie czerwona zgredowata jaszczurka (tudziesz lizard). Czerwony usiadł, spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę 7:15.
- Mam czas - mowiedział jaszczur i kładąc się z powrotem wyrżnął łbem o poduszkę.

<--// 10 min później //-->

  - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! SPÓŹNIE SIĘ!!!!!!! Aaaa!! - wydzierający się w niebogłosy czerwony jaszczur zleciał z łóżka. Rozległo się głuche łupnięcie po zderzeniu czołowym z podłogą (Head On Bonus - Carmageddon;P).
  Guilmon, bo tak zwała się ta ochydnie wyglądająca imitacja dinozaura, wrzucił w siebie kilogram bułeczek i zalał litrem coli. Po przełknięciu małego śniadanka wybiegł z domu, zapominając o zmianie postaci... I choć czerwona obślizgła i bezskrzydła jaszczurka (tudziesz lizard) biegnąca przez ulice, jest bardzo ciekawie wyglądającą jaszczurką, to biegnąca z innego kierunku żółta lisico-podobna włochata Renamon (bo tak nazywała się ta śliczna istotka), od której odbijały się promienie wstającego słońca okalając ją świetlistą aurą, bardzije przyciąga oko. Nic więc dziwnego, że kiedy czerwonawy zrównał się z ową ślicznością i zaczął się jej przyglądać, ona odpowiedziała uśmiechem. Nastąpiła katastrofa. Oto jaszczur wbił się w ścianę budynku, który niewiadomo z kąd < ^_^ > wyrósł przed nim. <--Tutaj odgłosy bólu, łamania ... cegieł - niszczenie mienia społecznego, oraz złorzeczenia do autora ficka za ten budynek>. Z niewiadomych przyczyn nagle na głowę Guilmona spadła cegła wydając przy tym przytłumiony, acz pusty dźwięk <--to za złorzeczenia-->. Biegnąca Renamon zatrzymała się i wróciła do leżącego nieprzytomnie dinusia. Wyciągnęła go z pod gruzów i zaczęła opatrywać rane, które odniusł w czasie wypadku.
  - Żyjesz? - z opiekuńczą czułością zapytała Renamon pochylając się nad leżącącym.
  - Tak - szeptem odpowiedział jaszczur próbując wstać, lecz ból uniemożliwiał mu to, więc tylko patrzył na pochyloną nad nim lisicę.
  Kiedy ta pochyliła się bardziej, aby pomóc wstać jaszczurowi została zaatakowana przez <--mon 001-->. Przeciwnik złapał Renamon za ogon wbijając weń swoje pazury tak, iż popłynęła strużka krwi, po czym cisnął lisicą z całej siły o ścianę zaraz nad Guilmonem. Kiedy spadała, Czerwony złapał spadającą ale impet jej upadku odebrał mu resztki sił. Renamon spadła w prost w jego objęcia, a on nie miał nawet siły, jej przesunąć, a co dopiero bronić się przed zbliżającym się napastnikiem. <--mon 001--> zbliżając się nieustannie do leżącej dwujki złapał wystający kawałek zbrojenia i wyrwał go. Skoczył do góry i zamierzył się na leżące digimony. Guil, który widział zbliżający się koniec jego i tej, która mu pomagała i opatrzyła rany, chciał coś zrobić. W desperacji zaczął się szamotać, ale nie mógł się nawet ruszyć, w dodatku czuł na sobie oddech leżącej nieprzytomnej na nim Renamon.
  Ludziom w chwilach, tuż przed śmiercią, 'przelatują' przed oczyma obrazy z własnego życia. Czerwonemu digimonowi zamiast tych obrazów pojawił się obraz ataku, podobnego do kuli ognia - "Pyro sfere". W desperackiej próbie ratowania życia, jaszczur wyartykułował nazwę ataku i wystrzelił z paszczy ognistą kulę trafiając w napastnika, który opadł bezwładnie na ziemię. Niespodziewany i celny atak Guilmona uszkodził spoistość <--mon001'a-->, który się rozpadł na dane i uleciał. Guil wykończony nowo poznanym atakiem oraz odniesionymi ranami zasnął.... a na nim leżała nieprzytomna Renamon.
  Około południa Guilmon otworzył oczy. W pierwszej chwili muślał, że jest w domu, chciał wstać i zobaczyć która godzina, ale poczuł, że coś żywego na nim leży. Obrucił głowę i zobaczył... piękną żółtofutrą Renamon, która spała na nim. Na jej futerko padały promienie słońca rozszczepiając się na jasne kolory tworzące niebieskawą aurę otaczającą ciało leżącej. Czerwony nie mógł się powstrzymać i zaczął głaskać śpiącą po futerku. Zauważył, iż z jej ogona lecą ztrużki krwi. Zdjął opatrunek ze swego ramienia i jak najdelikatniej potrafił zawiązał go w kokardkę na ogonie śpiącej. Kiedy skończył wrócił do dalszego głaskania żółtego futerka. Głaskał Renamon po pleckach, z włosem i pod włos, głaskał także po 'piórach' przeczesując bujne żółte futro. Chciał, aby te chwile trwały w nieskończoność, albo chociażm aby Żółta nie uciekła, kiedy się ojuż obudzi.
  "Dlaczego muszę być taki brzydki? Może jednak zostanie.... OBY! oby chciała mnie w ogóle znać..." Gorączkowo myślał Guilmon leżący na zimnym i twardym chodniku, na który nie zwracał nawet uwagi myśląc cały czas i głaszcząc tę, w której się zakochał (miłośc od pierwszego leżenia istnieje ^_^ przyp. Autor^_^), i bojąc się, aby to nie był jednak sen, aby to się zdażyło na prawdę.....
  Po jakimś czasie Renamon zaczęła się wiercić i prawieby spadła z Guilmona, gdyby nie została podtrzymana przez jego ogon. Dopiero teraz jaszczur zobaczył, iż ma na swoim ogonie zawiązaną dużą <--kolor--> kokardę. Zobaczywszy jak pięknie Żółta zawiązała jego opatrunek żałował, że on nie potrafił zrobić lepszego opatrunku na jej ogonie, ale niestety jedyny węzęł jaki potrafił wykonać to była kokarda, ale jej wygląd nigdy nie był imponujący <--to było powiedziane delikatnie-->.
  Kiedy tak myślał :<--tutaj ogólny śmiech-->: Renamon obudziła się na dobre. Otworzyła swoje duże <--kolor--> oczy. Zaczęła się rozglądać i zobaczyła na zawiązaną na swoim ogonie <--kolor--> kokardę. Następnie zobaczyła leżącego pod nią i cały czas wpatrzonego w nią Digimona. Wstała *lekko* zmieszana i chyba czerowny kolor Guilmona ją trochę przybarwił, bo oblała się rumieńcem. Aby ukryś swoje zmieszanie, podała leżącemu łapkę i pomogła wstać ciągle wpatrzonemu w nią lizardowi. Kiedy był już na nogach-łapach, Renamon, nadal zmieszana, zaczęła powoli iść w stronę z której przybyła, odwracając się do oniemiałego i onieśmielonego całym zajściem jaszczura. Jedynym słowem, które zdołał wyksztusić z siebie było "Pa", na co odpowiedział był piękny szczery i uśmiech, po którym Renamon oblała się małym rumieńcem i zaczęła biec do domu.
  Czerwony jaszczur patrzył za ginącą w oddali żółtą lisicę. Kiedy ta zniknęła za budynkami, czerwony obrócił się i począł iść do domu zastanawiając się czy jeszcze kiedyś spotka tę, która opatrzyła takiego zgredziałego i brzydkiego lizarda...
  - <--Głośno--> Jakaż ona śliczna!! <--teraz ciszej i bardziej do siebie--> I nawet się mną zainteresowała... <--prawie rycząc--> Ja chcę ją jeszcze spotkać!!!! - Wykrzyczał tak głośne, że aż w pobliskich domach poleciały szyby w oknach, a idący ludzie zaczęli się gapić na czerwieńszego niż zwykle dinusia (a może na kokardkę;P). Kiedy zmieszany stwór zauważył obserwujące go tłumy ludzi, rzucił się do biegu i biegł rozpychając wszystko i wszystkich co stali na jego drodze, aż dobiegł do domu. Myśląc o spotkanym Futerkowcu przeszedł przez zbrojone i zamknięte drzwi... Odstawił je na miejsce dając im z kopa aby się zamknęły. Poszedł do lodówki po lód i przyłożył go do, obolałego nieostrożnym otwieraniem drzwi, brzucha. Obolały z opatrzonym ogonem z zawiązaną piękną serduszkowatą kokardką, oraz z lodem przyłożonym do brzucha, powoli usiadł przy komputerze. Wszedł na czata i zaczął szukać danych o spotkanej istotce co i rusz spoglądając na kokardkę.......

<--// Koniec części pierwszej, nie ostatniej //-->